Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
47 postów 86 komentarzy

Robert Larkowski

Robert Larkowski - Blog archiwalny, autor zmarł 20 lipca 2013. JESTEM WIELOLETNIM PUBLICYSTĄ I DZIAŁACZEM OPCJI NARODOWEJ.PUBLIKOWAŁEM M.IN. W "SZCZERBCU", "MYŚLI POLSKIEJ","TYLKO POLSCE",PRASIE LOKALNEJ I POLONIJNEJ,OSTATNIO BYŁEM STAŁYM PUBLICYSTĄ-PORTALU KONSERW

BATALIONY ZNOWU MASZERUJĄ

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

WSPÓŁCZESNE NIEMCY-POWRÓT DO ŹRÓDEŁ?

 

  • BATALIONY ZNOWU MASZERUJĄ

    Niespotykany wzrost potęgi gospodarczo-politycznej Niemiec, co nastąpiło po wchłonięciu NRD przez RFN(była to wewnątrz niemiecka aneksja państwa zależnego od Związku Sowieckiego przez państwo podporządkowane USA, a nie żadne zjednoczenie), przyniósł w efekcie odrodzenie germańskich marzeń o hegemonii w Europie i wzmocnieniu swej militarnej pozycji na świecie.
    Berlin stara się o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, czemu w zasadzie nie sprzeciwiają się Stany Zjednoczone. Ma to swoje odzwierciedlenie w przyzwoleniu USA na rewolucyjne zmiany w niemieckiej doktrynie wojskowej. Po II wojnie światowej Niemcom nie spieszyło się do używania armii poza granicami kraju. Przeznaczona ona była wyłącznie do obrony własnych granic państwowych. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z unowocześnieniem strategii NATO, w której na europejskiej arenie działań Niemcy zdobyły kluczową pozycję. Bonn stało się najważniejszym kontynentalnym sojusznikiem Ameryki, co uległo pogłębieniu w wyniku zdobycia przez Waszyngton pozycji jedynego supermocarstwa na kuli ziemskiej. W realizacji tego dzieła nietuzinkową rolę odegrało tak zwane zjednoczenie Niemiec ze stolicą w Berlinie. Nigdy by do tego nie doszło bez zezwolenia USA przy jednoczesnej dekompozycji ZSRR. Czynnik polski w geopolitycznym zburzeniu muru berlińskiego nie stanowił żadnego poważnego ciężaru gatunkowego, dlatego też pocieszne przechwałki Wałęsy, że to on zdemontował ceglany parkan rozdzielający państwa niemieckie, jest tekstem rodem z kiepskiego kabaretu. Środowiska neosolidarnościowe(głównie korowsko-udeckie) i proniemiecko-postkomunistyczne (frakcja Rakowskiego w PZPR i jej następcy w SdRP i SLD) wmówiły Polakom, iż ponowne sklejenie Niemiec było dla nas nieomal dziejowym dobrodziejstwem. To oczywiste historyczno-strategiczne kłamstwo, ponieważ w interesie Polski zawsze leżało osłabianie niemczyzny. Niemcy rozproszkowane to epoka potęgi I Rzeczypospolitej; gdy na kręgosłupie Prus niemczyzna rozpoczęła proces scalania się w jedno państwo - szybko nastąpiła tragedia rozbiorów. Ich kołem napędowym stały się Prusy, albowiem bez polskich ziem byłyby niczym(wystarczy spojrzeć na mapę). Tę politykę kontynuował Hitler. Z kolei dla Rosji zdobycze terytorialne z rozbiorów nigdy nie stanowiły sprawy życia i śmierci.
    Obecnie w ścisłym porozumieniu z Waszyngtonem, nastąpiła zasadnicza zmiana doktryny militarnej Niemiec. Główne jej wytyczne zawiera dokument niemieckiego ministerstwa obrony pt. „Niemiecka polityka bezpieczeństwa i przyszłość Bundeswehry”. Pod pretekstem oklepanych frazesów o walce z międzynarodowym terroryzmem i zapobieganiu rozprzestrzeniania broni masowego rażenia, Bundeswehra powiększy swój udział w międzynarodowych misjach okupacyjnych. W 1999 roku niemieckie lotnictwo masakrowało Serbów jako część składowa napastniczych sił NATO pod przywództwem Amerykanów. Teraz Niemcy stacjonują w Afganistanie(3 tys. żołnierzy), a będą też wysłani do Konga i Libanu. Korpus zagraniczny zwiększy się z 9 do 14 tysięcy w formie początkowej z założeniem dalszej rozbudowy tych sił. Planuje się również znaczący rozwój floty wojennej, oczywiście jako ochronę przed atakami terrorystycznymi na statki handlowe. Amerykanie najwyraźniej postawili na Niemcy, które na fundamencie mocnej gospodarki mogą wybudować znaczącą potęgę militarną. W zamysłach USA ma to być żelazne ramię do niszczenia wrogów Stanów Zjednoczonych, lecz niemieckie interesy na Bliskim Wschodzie i w Afryce, nie stanowią bladego kopiowania amerykańskich marzeń imperialnych, jak to ma miejsce w wypadku dzisiejszej III/IV Rzeczpospolitej. Na przełomie XIX i XX wieku Cesarstwo Niemieckie poczęło odgrywać niepoślednią rolę w koncercie mocarstw kolonialnych i prowadziło dynamiczną politykę poszerzania swoich wpływów. Stąd np. Niemcy w Afganistanie nie są folklorystyczną ciekawostką na jankeskim postronku (wzorem żołnierzy polskich). Berlin toczył w tym rejonie Azji walkę o strefy wpływów z Anglią i Rosją, którą w ostateczności przegrał, choć zdołał ekonomicznie zdominować Turcję, czego efektem zostało wybudowanie za kapitał niemiecki strategicznej linii kolejowej Berlin-Bagdad. Znane były apetyty Hitlera na zdobycie Indii,czego po rozbiciu Związku Sowieckiego mógł dokonać. Bliski Wschód i szerzej Azja, zawsze cieszyły się zainteresowaniem kajzerowskiej i hitlerowskiej dyplomacji, co przyniosło wzrost nastrojów proniemieckich w tym rejonie globu, jako antytezy dla wpływów brytyjskich. Z tych względów żołnierz Bundeswehry na ulicach Kabulu jest logicznym powrotem Niemiec na dawne ekspansjonistyczne ścieżki.
    Nic złego we wzmacnianiu niemieckiej machiny militarnej nie widzi były wiceminister MON, gen. Stanisław Kołodziej: „Niemcy jeszcze do niedawna uchylały się od jakiegokolwiek udziału w akcjach zagranicznych, jednak kompleksy, z którymi zmagał się ten kraj po II wojnie światowej już minęły”. Panu generałowi warto przypomnieć, że te „kompleksy” to przede wszystkim zbrodnie ludobójstwa na narodzie polskim i tym podobne grzechy. Amerykanie im wybaczyli za wierną służbę u swoich stóp, my nie mamy powodów do takiego naiwnego postępowania. Tym bardziej, iż wzmocnione Niemcy u naszych granic rodzą nowe zagrożenia. Mobilne i nowoczesne oddziały o przeznaczeniu kolonialnym, mogą służyć amerykańskiemu hegemonowi do tłumienia społeczno-narodowych buntów w państwach graniczących z Niemcami. Pod pretekstem „zagrożenia terroryzmem i zapewnienia bezpieczeństwa mniejszościom narodowym”, Bundeswehra może przecież wkroczyć do Polski, kiedy ta będzie miała dosyć władzy unijno-waszyngtońskich marionetek. Nieco zbieżny schemat miała inwazja na Jugosławię tudzież planowane wejście wojsk Układu Warszawskiego na jesieni 1980 roku. W drugim scenariuszu Niemcy po osiągnięciu odpowiedniej samodzielności ekonomiczno-militarnej, sami wypowiadają posłuszeństwo USA(liczba żołnierzy amerykańskich nad Renem ciągle maleje) i poczynają realizować własne cele – z odbudowaniem przedwojennych granic Niemiec w pierwszym rzędzie. Słaba liczebnie i moralnie armia polska nie ma siły interweniować, Amerykanie ograniczają się do ochrony eksterytorialnych tarcz antyrakietowych, Litwa i Ukraina wspomagają niemieckie wojska, zajmując nasze ziemie, do których zawsze rościły po cichu pretensje, a Rosja zachowuje neutralność, bo polskojęzyczne rządy doprowadziły do tego, że Moskwa ma znacznie lepsze stosunki z Berlinem niż Warszawą. Europa jak zwykle protestuje, lecz przyjmuje wreszcie do wiadomości, że Niemcy zrobili porządek z polskim bałaganem(ostatnia hipotetyczna reakcja dotyczy scenariusza numer jeden i dwa). Co najgorsze niemieckiej okupacji nie przeciwstawiają się sami Polacy, bo przez 17 lat tresowania w pacyfizmie oraz czci do obcych nacji i niechęci do własnej, zatracili instynkt samozachowawczy. Nastąpi to tym bardziej w wyniku okupacji „miękkiej”, ponieważ Niemcy zmądrzeli od czasów III Rzeszy i nie będą rozstrzeliwać ludzi na ulicach tylko dadzą im pracę.
    Kto zapewni nam błogi spokój na wieki, kto zagwarantuje, że powyższe hipotezy nigdy się nie zdarzą? Politycy zbyt często mówią „nigdy” i zbyt często się to nie sprawdza. Pozostawanie w wiecznym sojuszu z potężniejącymi Niemcami musi rodzić naturalne obawy, tym bardziej, iż Polska nie przedstawia dla Berlina poważniejszego rywala na arenie politycznej, militarnej i ekonomicznej. Dla amerykańskiego hegemona Niemcy po wsze czasy będą ważniejsze od Polski. Na tym może przejechać się sam Waszyngton, ponieważ niemieckie aspiracje do samodzielności narastają, nie wspominając o Warszawie – zawsze czwartorzędnym sojuszniku USA, na którym się wyłącznie zarabia, w niczym mu nie pomagając. Stan wykastrowania instynktu samozachowawczego właściwie już osiągnięto. Kogo obchodzi Polska, gdy bez echa ze strony władz lewacy podjudzani przez lobby żydowskie, próbują bezczeszcząc pomnik Romana Dmowskiego? Nauki tego mistrza narodowego i antyniemieckiego myślenia zostały zapomniane i wyrzucone na śmietnik. Panoszy się propaganda kosmopolityzmu i bezstresowego życia poza ksenofobicznym rozpamiętywaniem przeszłości. Armia jest zawodowym klubem najemników na służbie NATO, dawno straciła duszę rozumiejącą własną powinność względem topniejącego materialnie i duchowo narodu. A niemieckie bataliony znowu maszerują ku chwale nowej Germanii.
    ROBERT LARKOWSKI

                                                                                                                                                                                                         

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930